POWRÓT   SPIS   DALEJ

ROZDZIAŁ IV
DOLA SZLACHTY ZAGRODOWEJ PODKARPACIA
W CZASIE ZABORU AUSTRIACKIEGO.

 

1. Kościoly i cerkwie szlacheckie.
 

W czasach osadnictwa na ziemiach wschodnich, przez wiek XIV do XVII, ściągano ze wszech stron ludzi do pracy na roli. Dla tej i tubylczej ludności polscy możnowładcy i zamożna szlachta budowali cerkwie. Przy cerkwiach na odpowiednio wyposażonych w ziemię popostwach osadzano duchownych wschodniego obrządku. Podobnie fundowali cerkwie i popostwa królowie polscy i starostowie królewscy we wsiach kró-lewskich czyli tak zwanych królewszczyznach. Jeszcze dziś jest dużo cerkwi na Podkarpaciu fundowanych przez królów polskich. Kościoły budowano tylko po miastach i wielkich rezydencjach pańskich.
Kiedy szlachta była jeszcze zamożniejszą, jeździła do dalekich nieraz kościołów i tam czerpała strawę duchową i załatwiała wszystkie potrzeby religijne. Jednak z czasem, wskutek rozradzania się i rozdrabniania się fortun, szlachta zaczęła podupadać gospodar-czo.. Do kościoła i siedziby proboszcza łacińskiego było daleko, zubożały szlachcic zagrodowy nie mógł sobie na taki wyjazd zawsze pozwolić, więc korzystał z miejscowej cerkwi. W tej cerkwi wreszcie fundowa-ła sobie szlachta osobne ołtarze ,,,szlacheckie", przy których od czasu do czasu, ksiądz łaciński obsługujący parafian danej okolicy, odprawiał nabożeństwo w obrządku łacińskim. Nieraz nawet i ksiądz unicki, często sam szlachcic polski, wstąpiwszy do stanu duchownego obrządku greckiego, w którym wolno mu było zawrzeć związek małżeński, pełniąc obowiązki duszpasterskie w tej samej miejscowości lub sąsiedztwie, udzielał polskiej szlachcie komunji św. podług obrządku łacińskiego i kazania miewał w języku polskim.
Z tych to czasów pochodzi podział cerkwi na dwie połowy, zachowany do dziś dnia w wielu cerkwiach, jednej po której przed ołtarzem swoim stała i modliła się szlachta i drugiej włościańskiej („rustykalnej").
W ten sposób zaczęła się szlachta zagrodowa, a z nią i chłopi polscy, jak tu ich nazywano „mazurzy", przyzwyczajać do cerkwi i do korzystania z usług duchownego, obrządku unickiego. Zaczęto więc brać śluby i. chrzcić dzieci w cerkwi, bo, jak wspomniano, zubo żenie szlachty utrudniało wyjazdy do kociołów rzymskokatolickich i swoich parafij położonych nieraz o kilkanaście mil.
Ze szlachtą zagrodową zaczęła przyjmować obrządek greckokatolicki również i służba dworska, przybywająca tu licznie z zachodnich ziem Polski i rze mieślnicy wiejscy, takcie w większości pochodzenia szlacheckiego, liczni dzierżawcy, administratorzy i oficjaliści na obszernych królewszczyznach Podkarpacia.
Z tych powodów oraz przez obcowanie w życiu codziennym z miejscową ludnością wiejską pochodzenia ruskiego, szlachta zagrodowa stopniowo przeszła w duże) części na obrządek greckokatolicki i zaczęła używać w życiu potocznym języka ruskiego.
Wykorzystali to w czasach niewoli Austriacy i - dążąc do zniszczenia polskości - zaczęli wpisywać naszą szlachtę wyznania greckokatolickiego do wykazów narodowości ruskiej. W tym celu wprowadzono szkoły ruskie, w których dzieci szlacheckie ostatecznie miały zapomnieć o swoim polskim pochodzeniu, zaagitowano duchowieństwo greckokatolickie, by przeciągała „łacinników" na obrządek wschodni.
Niektórzy księża ruscy, którzy poszli na lep austriacki zaczęli w metrykach opuszczać przydomki szlacheckie i przekręcać nazwiska. Zdarzało się tak, że niejedna rodzina w ten sposób, gdzieś w ciągu czasu zagubiła swe polskie nazwisko, a została tylko przy przydomku, który również ruszczono. Stało się to z jedną z rodzin Dobrzańskich-Białasów i Demkowiczów i wielu innymi. Przekręcono nazwiska Dębicki na Dubicki, Gliński na Hłyńskyj, Męciński na Mentyński, Kulczycki na Kilczyćkij, Garbowskich - Sulimów potomków po bracie Zawiszy Czarnego na Garbiwskich, Klonowskich na Kloniwskich, Lewandowskich na Łewandiwskich, Pawłowskich na Pawliskich, Krzemińskich na Krymińskich, Klosowskich na Kołosowskich, Mościckich - Ślepowronów na Mostyckich, Szlachetków na Szlachutków, Siemiradzkich na Sumiradzkich. Skarbiszewskich na Skirbiszewskich, Sliwickich na Sływockich, Sulimów na Sułymów, Zarębów na Zarubów, Trześniowskich na Treśniwskich i t. P.
.Podobnie rzecz się miała i z imionami chrzestnymi, gdzie wbrew życzeniu rodziców nadawano w miejsce imion używanych w rodzinie z kalendarza polskiego, imiona czysto ruskie Fedorów, Iwanów, Wasylów i t. p.
W ten sposób w czasach zaboru austriackiego tych, którzy wyznawali obrządek grecki zaczęto stopniowo zaliczać do narodowości ruskiej i wmawiano w tę ludność, że kto greckokatolik, to nie Polak, lecz Rusin, względnie Ukrainiec.
Gdy okres niewoli coraz bardziej się przedłużał, Austria coraz silniej panowanie swe na ziemiach polskich ugruntowywała a społeczeństwo polskie, szczególnie sfery przodujące, szlachtą zaściankową coraz to mniej, a wreszcie zupełnie przestały się zajmować. Zostawiono tę szlachtę niemal całkowicie pod wyłącznymi wpływami coraz bardziej rozpolitykowanego, a mającego silne poparcie w rządzie austriackim, duchowieństwa ruskiego, co wywołało osłabienie poczu-cia narodowego polskiego, na całym terenie wschodniej Małopolski. Polscy księża obrządku greckokatolickiego byli stopniowo usuwani i gnębieni przez wyższe władze duchowne greckokatolickie, oddane polityce austriackiej.
,Czyż można się przeto dziwić osłabieniu poczucia polskości wśród szlachty zagrodowe); wśród tych polskich osadników wojskowych, których polscy królowie wysłali tu, by byli stróżami polskości i państwo-wości polskiej na wschodnich rubieżach Państwa, - jeśli od kolebki do mogiły, nad tym polskim szlachcicem nikt inny nie czuwał, jak tylko ruski duchowny greckiego obrządku, zaprawiony jadem szowinizmu i nienawiści do wszystkiego co polskie i łacińskie. Wiadome są sposoby zohydzania i wyśmiewania z tej strony stanu rycerskiego i szlachectwa polskiego.
Celowali w wyśmiewaniu zubożałej szlachty także
austriaccy urzędnicy Niemcy i Czesi, nasłani tu przez austriacki rząd centralny w Wiedniu. Z ziemianami,
właścicielami dużych majątków ziemskich urzędnicy ci liczyli się, bo ciągnęli od nich różne korzyści materialne, natomiast szlachcic zagrodowy był traktowany przez nich jako coś nienawistnego. W interesie Austrii było, by polskość na terenie zabranym osłabić. Nie leżało w jej intencjach wyróżniać i trzymać tę warstwę ludności, w której żyłach płynęła krew polska i były żywe jeszcze dążenia do odzyskania z powrotem niepodległości Państwa Polskiego, któreby natychmiast Galicję-od Austrii odebrało.

 

2. Ucisk gospodarczy szlachty zagrodowe)
pod zaborem austriackim.

 

Zabór Małopolski przez Austrię w r. 1772 zastał dobra koronne . czyli majątki państwowe polskie w przeważnej części w rękach dzierżawców dożywotników. Dobra te rząd austriacki przejął natychmiast na własność cesarza Austrii, polecił dokładne zinwentaryzowanie tychże, a chcąc się wyzbyć dożywotni-ków, nałożył na nich z miejsca takie czynsze, że wielu wkrótce swe dzierżawy opuściło, nie będąc w stanie podołać nałożonym ciężarom. Wystarczyło rządowi austriackiemu lat kilkadziesiąt na zniszczenie wiekowego dorobku polskiego na Podkarpaciu.
Sołtysostwa i wójtostwa w królewszczyznach były przez polskich królów oddawane w dożywotnie dzierżawy miejscowej polskiej szlachcie zagrodowej za zasługi wojenne. Dzierżawcy ci i administratorzy podtrzymywali silnie polski charakter Podkarpacia, i chociaż część ludności włościańskiej była tu narodowości ruskiej, to przecież polskość tego terenu i tętniące w nim życie polskie na każdym kroku były widoczne. Dźwięk polskiej mowy, strój polski były podówczas powszechne. Prócz polskich dworów, ludne w brać szlachecką zaścianki, ponadto w każde) wsi królewskie) administratorzy, dzierżawcy - Polacy ze swemi rodzinami, ekonomami, gajowymi, karbowymi i wszel-kiego rodzaju inną służbą oraz polskie wsie mazurskie nadawały polski charakter okolicy.
Dzierżawy w królewszczyznach obejmowały od 100 do 300 morgów gruntu i prawo użytkowania w lasach skarbowych. Dawały więc nie tyłko dostatnie utrzymanie dla całej rodziny dzierżawcy, którymi jak wspomniano byli Polcy, ale także utrzymanie dla całe) rzeszy oficjalistów i służby.
Na królewszczyznach na Podkarpaciu siedzieli z rodzin polskiej szlachty zaściankowej w chwili objęcia królewszczyzn przez skarb austriacki: Borzęccy, Bubińscy, Dźwinogrodzcy, Grodzcy, Guterowie, Gajewscy, Gawęscy, Grzybowscy, Krasnopolscy, Mieczykowscy (w Kałynie), Okuszewscy, Pikulscy, Pakoszewscy, Putiatyccy, Paszkowscy, Rylscy, Rzeczycy, Strzeleccy, Sementkowscy, Sosnowscy, Sobolewscy, Sowińscy, Świerczyńscy, Towarniccy, Wisłoccy, Ustrzyccy, Wilczkowscy, Bandrowscy (Myta), Bartoszewscy (Lipie Wołcze), Borysławscy (Borynia, Jabłonów, Zahutyn), Borkowscy (Łopuszanka lech.), Boberscy (Wysocko), Bratkowscy (Ułyczno), Białobrzescy (Mikowa), Bielańscy (Odrzechowa), Bukowscy (Iskrzynia), Białogłowscy (Laszki), Chylińscy (Chaszczów), Chojnaccy (Rypiany, Smereczka), Chmielowscy, Dąbrowscy, (Łukawica, Szade), Dobrzynieccy (Strzelbice), Dołżyccy (Dołżyce), Dwerniccy (Grąziowa), Dydyńscy (Berehy), Gwoździeccy (Strzyłki), Grodziccy, Gołkowscy (Jasienica sol.), Ilniccy (Unik, Suchy Potok, Husne wyższe), Jaworscy-Martyczowie (Krywka), Jabłońscy, Romanowiczowie, Turzańscy - Sokołowscy (Jabłonka niż. Dniestrzyk), Katyńscy, Mfeczykowscy (Katyna), Kowalscy (Orów), Konopaccy (Terszów), Kłoskowscy (Zawadka), Kotowscy (Turzańsk),. Komarniccy (Husne nizne, Hniła, Synowódzko niż.), Kamińscy (Borki), Kaweccy (Borki), Konieccy (Isaje), Michałowscy (Lachów, Łuków), Maniawscy (Maniów), Milewscy (Żukotyn), Melwińscy (Łomna), Manasterscy (Bystrzyca, Smolna), Medyńscy (Przysłup), Malinowscy (Libuchora), Nanowscy (Nanowa), Nowosielscy (Tycha), Nehrebeccy (Burczyce), Pokutyńscy (Olszanik i Czerhawa), Pawlikowscy (Tureczki niż.), Piorkowscy (Mszaniec, Wołoszynowa), Popiele (Strzałkowice, Tuczępy), Radzimińscy (Butełka, Butla, Płoskie), Rajtarowscy (Lenina), Szydłowscy, Minasiewicze (Mokrzany), Szczerbanowscy (Szczerbanówka), Szymonowscy (Rosochacz), Strzeleccy (Rozłucz), Sokołowscy (Jabłonka n.), Szumlańscy (Siemianówka, Rakowice), Turzańscy (Jabłonka n., Gałówka, Niedzielna), Tatomirowie (Podbuż), Uruscy, Urbańscy (Dąbrówka n.), Wronowscy (Surowica), Węglowscy (Babin), Wysoczańscy (Radycz), Zapłatyńscy (Wołcze), Zielonkowie (Smorze), Wyszotrawkowie (Szumiacz), Topolniccy (Wołcze}, Terleccy (Tureczki i Butełka), Tarnawscy (Ryków), Wolańscy (Jabłonów).
Dzierżawcy królewszczyn jako dożywotnicy, zwyczajnie uzyskiwali od królów polskich prawo cedowania dzierżawy na swoje potomstwo, dbali więc bardzo o dobre współżycie z włościanami, o dobre prowadzenie gospodarstw rolnych, a także o należyty wygląd swych mieszkań i dworków.
W czasach niewoli austriackiej dzierżawcy ci, opierając się na nadaniach królewskich trzymali się na królewszczyznach przez jakiś czas, jednakie gnębieni podatkami, czynszami i różnego rodzaju ciężarami zmierzającymi do tego, by pobyt ich na królewszczyznach obrzydzić, poczęli się dobrowolnie z tychże osuwać. Niektórym wyszukiwano wątpliwości w prawnym wygotowaniu przywileju królewskiego, i w ten sposób spędzano z posiadanego dożywocia. Reszta siedziała cierpliwie oczekując śmierci, która miała zatrzeć ślady praw wypływających z nadań królewskich. A rząd austriacki tej śmierci każdego z dożywotników z niecierpliwością oczekiwał, zamierzał bowiem królewszczyzny wysprzedać, by zasilić nadwyrężony wojnami skarb, a zanim to nastąpi wydzierżawić te dobra na korzystniejszych dla siebie warunkach.
W ten sposób cały szereg rodzin szlacheckich rząd austriacki wyparł z zajmowanych przez nich stanowisk, starając się zniszczyć ostoje polskości jakimi były porozrzucane po całem Podkarpaciu dworki polskie.
Na miejsce dotychczasowych, rząd austriacki wprowadzał nowych dzierżawców folwarków skarbowych w królewszczyznach, którymi na Podkarpaciu byli Niemcy, -Czesi i Żydzi przez rząd austriacki specjalnie forytowani. Zniszczone zostały dworki dzierżawców, a miejsce ich zastąpiły obszarpane; brudne karczmiska, jakich pełno powstało w górach dla rozpijania i ciągnięcia zysków od chłopów. Legły również pod niszczycielskim toporem sady i aleje przydrożne.
Bardzo dużo rodzin polskich po śmierci dożywotników i odebraniu im ziemi, na której gospodarzyli i gospodarzyli dobrze, znalazło się odrazu bez chleba i dachu nad głową. Dzieci-sieroty, rodzeństwo, bliżsi i dalsi krewni dożywotników, mający przytułek i oparcie na wójtostwach-królewszczyznach musieli gościnny dotąd dworek opuścić i tułać się dalej po kraju,
szukając zarobku i chleba, o który bylo trudno w czasie, kiedy falangi obcokrajowców napłynęły do kraju, zajmując stanowiska, które do niedawna zajmowali Polacy. To też potomkowie tych dzierżawców, o ile nie posiadali cząstek w swych rodzinnych zaściankach, do których by mogli wrócić i żyć jako tako -- zeszli w niedługim czasie na proletariat robotniczy tak, że dziś spotyka się wśród robotników lasowych i tartakowych na całem Podkarpaciu nazwiska dawnych posesorów tutejszych królewszczyzn.
Przez kilkadziesiąt lat od czasu zaboru kraju przez Austrię, królewszczyzny były w administracji rządowej austriackiej. Tu i ówdzie zachował się w tej administracji i Polak, jednakże z biegiem lat zaczęto Polaków zupełnie usuwać, w końcu obsadzono wszystkie stanowiska w administracji królewszczyzn Niemcami, Czechami- i Żydami. Ci przybysze na swój sposób rozpoczęli szerzyć niemczyznę, nienawidząc wszystko, co polskie.
Wreszcie rząd austriacki przystąpił do sprzedaży tych ogromnych majątków ziemskich, w których przeważały lasy. Przeciwko tej sprzedaży polskich dóbr państwowych wystąpili Polacy w austriackiej Radzie Państwa. Ponadto Wydział Krajowy galicyjski opierając się na uchwale Sejmu galicyjskiego, który w braku innej natenczas władzy polskiej w obronie zagrożonych dóbr koronnych wystąpił, wniósł w r. 1868 przeciw tej bezprawnej sprzedaży uroczysty protest. Protest ten jednakże, u rządu zaborczego nie znalazł posłuchu i zrozumienia i wbrew temu protestowi dobra państwowe polskie zostały sprzedane w obce ręce.
Kiedy w połowie XIX stul. przeprowadzano regulację służebności leśnych (serwitutów) i ustalano prawa użytkowania i własności lasów, sprawę lasów będących w posiadaniu zbiorowym rodzin szlacheckich w poszczególnych zaściankach szlacheckich,. tak zagmatwano i powikłano rożnymi sprzecznymi ze sobą decyzjami, że z-tego powodu do dnia dzisiejszego sprawy tych lasów są przedmiotem sporów i procesów sądowych, tak pomiędzy obecnymi posiadaczami dawnych królewszczyzn, jak i pomiędzy władzami samorządowymi, żądającymi uznania lasów szlacheckich za własność gmin wzgl. gromad miejscowych. Szlachta opierając się na posiadanych dokumentach i stanie faktycznym z przed lat nie tak dawnych, stwierdzających, że lasy należą do wyraźnie wymienionych rodzin, uważa je za własność prywatną tych rodzin i uważa za krzywdę, że lasy zwane lasami „szlacheckimi" (dla odróżnienia od lasów gromadzkich) - obejmują w swój zarząd gminy i dopuszczają do korzystania z nich ludziom obcym, przybyszom nie należącym do miejscowych rodzin.
W ten sposób zaborca austriacki nie tylko pozbawił dachu nad głową i odebrał środki do życia wielkiej ilości naszej szlachty zagrodowej, ale i, przez wpędzenie w nędzę, starał się ją osłabić duchowo, by w ten sposób zniszczyć jej polskość i osłabić przywiązanie do ziemi.
 

3. Zakusy na ducha szlachty zagrodowej
 

W zaściankach szlacheckich na Podkarpaciu wspomina się o tych czasach, kiedy to przodkowie w kontuszach, w rogatywce i przy szabli chodzili. Bo bez szabli wówczas, szlachcic z domu nie wyruszał. A choć i bez kontusza, w samodziałowej, siermiężnej czamarze i w butach starych, to szablę do boku przypasywał. „Choć boso, a z kordem", tak mówi przysłowie. Bo szabla to znamię godności i stanu rycerskiego.
Jeszcze obecnie w niektórych zaściankach, na zebraniach gdy się szlachcie rozwiążą Języki, przypominają sobie, dawne czasy i przekazane przez ojców dzieje. Przypominają tych, którzy z ich rodów brali udział w odsieczy wiedeńskie) pod Sobieskim, jak jechali konno lub szli nawet pieszo do Warszawy króla wybierać, tych którzy w powstaniach byli, jak to ten i ów krewniak, - lub sąsiad z drugiego zaścianka służył w wojsku napoleońskim pod generałem Dąbrowskim i księciem Poniatowskim.
Naogół jednak za czasów austriackich analfabetyzm, ciężka praca przeważnie w ubóstwie, obce wpływy, - rozlużniły łączność tego pokolenia z tradycją i polskością, do czego przyczyniło się również nauczycielstwo ukraińskie, którym prawie wyłącznie były wsie szlacheckie obsadzone w okresie zaboru.
Pamiętają Jeszcze w zaściankach, że ojcowie, matki, babki, polski pacierz, litanie i różaniec po polsku odmawiali, a przechodząc obok kościoła w mieście nie zaniedbywali nigdy wstąpić, by się pomodlić. Pobożność bowiem i szczególne nabożeństwo do Matki Boskiej, .Królowej korony Polskiej, były wśród naszej szlachty bardzo wielkie. To też na wszystkie odpusty,
czy to na Kalwarię Pacławską koło Przemyśla, czy do Hoszowa, Kochawiny, szlachta tłumnie się wybiera ła, łącząc się w kompanie pod wspólną chorągwią ze śpiewem pieśni polskich o „Kalwaryjskie) Maryi" na ustach.
W niejednym domu szlacheckim, pod słomianą dziś już strzechą, znajdujemy polskie książeczki do modlitwy, z których dziadowie i pradziadowie modły do Boga wznosili o pomyślność i szczęście dla Ojczyzny i rodziny. A dziś wnukowie ich bardzo słabo po polsku mówią, a co gorsza, zdarza się, że znajdują się dziś w obozie wrogim Polsce i polskości, sprzeniewierzając się w ten sposób idei, której służyły całe pokolenia.
Dawne dwory i dworki szlacheckie, w których kwitły staropolskie tradycje zmieniły się w wielu miejscach w biedne chatki, a dawne duże kilkudziesięcio i kilkusetmorgowe czasem, gospodarstwa i folwarki, rozdrobniły się w kilkumorgowe zagrody. Więc ze zubożeniem przyszedł upadek kultury, upadek pięknych zwyczajów i tradycji, zaniechanie strojów narodowych i zapomnienie wszystkiego, co ongiś stanowiło splendor rodów rycerskich.
Szlachta zagrodowa na Podkarpaciu opuszczona przez polskie społeczeństwo, objęta obcymi wpływami, z każdym dziesiątkiem lat oddalała się stopniowo od ogniska, które ją tyle wieków ogrzewało i przyświecało tylu pokoleniom. Schodzić zaczęła w mroczną ciemność obcych elementów, nie znajdując tam, ani pełni zadowolenia, ni światła, któreby jej wskazywało właściwą drogę i cel zgodny z Jej tu przeznaczeniem dziejowym.
Nie jeden ze szlachty stanął na rozdrożu, pamiętając, że jest szlachcicem, nie wiedząc zaś czy jest polskiego, czy ukraińskiego pochodzenia. Szczególnie to pokolenie, które przy zupełnej bierności ze strony polskiej, przeszło za czasów austriackich i kilkunastu także lat polskich, szkołę ukraińską.
A nie potrzebowaliby się zastanawiać nad tem, gdyby znali historię nie tylko Polski, alei i swoich własnych rodów przede wszystkim. Historia ta i znajomość życia i czynów własnych przodków przekonałyby, że są potomkami polskiego rycerstwa, polskiej szlachty. Z bojarstwem ruskim i kozaczyzną nasza szlachta nie ma nic wspólnego. Królowie polscy nie krępowali by się wcale w wydawanych przywilejach na różne dobra za położone zasługi rycerskie nadawane przodkom tej szlachty = nazywać ich bojarami, tak jak to czynili równocześnie, w tym czasie wydając różne przywileje bojarom wołyńskim, białoruskim i litewskim.. Lecz oni bojarami nie byli; od chwili osiedlenia się na tym terenie byli rycerzami na usługach Państwa polskiego i tak są we • wszystkich dokumentach królewskich i przywilejach nazywani.

Olszynka Grochowska - Wojciech Kossak

POWRÓT   SPIS   DALEJ